piątek, 29 października 2010

Raport z sesji Wolsungowej nr2

Ach, tego mi brakowało. Po miesięcznym celibacie, zagraliśmy kolejną sesje w Wolsunga. Najważniejsze, że kontynuowała dziwne wątki z poprzedniej sesji robiąc z nich ładną układankę. Wreszcie wiemy trochę więcej i mam nadzieje, wreszcie mamy stałego trzeciego gracza. Ale może po kolei…

W rolach głównych - John(ja, elf zabijaka, alfheimczyk, dziki mag, ryzykant i podrywacz, chodzący zawsze w garniturze i białych rękawiczkach, w nocy zamaskowany superbohater), !Xabile (ork spirytysta, syn szamana, wnuk szamana, sam szamana, śledczy, pochodzi Khemre, z granic kolonii Alfheimskich, detektyw korzystający z orczych zdolności, ubrany w garniak) i Rachel (elfka z Alheimu, spirytystka, medium, salonowiec, ubioru nie pamiętam, więcej nie pamiętam).

Tradycyjny początek sesji – zaczęliśmy w tym samym miejscu, w którym skończyliśmy. MG bardzo szybko pozbył się nieobecnej Jigit, pakując ją w objęcia śmierci albo do szpitala. John uciekł zanim coś się stało, a Billy wracał na piechotę do domu i chyba się trochę przy tym pobrudził. Nocny patrol był spokojny, więc rano John był w dobrym humorze. Szybka wizyta !Xabille u mnie i trochę rozmowy o mniej ważnych rzeczach dla mnie, jego wizji i ewentualnych zmianach, a w tym czasie nowa graczka rozwala biuro detektywa. Potem Rachel przychodzi do mojego mieszkania i zaczyna oskarżać Billego, o kradzież wspomnień trupowi. Chwila wyjaśnień, wizyta w biurze i krótka rozmowa o zbitej szybie. Bardzo łatwo nawiązujemy z Rachel współpracę, a do całości wynajmuje mieszkanie w mojej kamienicy.

Po rozmowie wyruszamy by odwiedzić fotografa, ale nie po to żeby zrobić sobie fotkę. Alphonse Berillion jest ścisło powiązany z zębami Zahera, to on je rozprowadził po mieście. Najpierw chcemy tylko pogadać, ale krótki test uwodzenia jest przez MG eskalowany do konfrontacji. Artysta okazuje się mocnym przeciwnikiem, jego pewność siebie wynosi 20. Dodatkowo ma moc, która daje mu +4 do pewności siebie. Na szczęście ja i Rachel mamy dość spore umiejętności do gadki. Moja linia ataku, to blefowanie, że jestem ojcem Rachel, Rachel atakuje na swój sposób, a Billy jest drugą linią wsparcia i daje bonusy. W trakcie do konfrontacji dołącza jakiś randomowy statysta z dwoma znacznikami, ale szybko go zdejmuje. A pod koniec walki Rachel ma coś niesamowitego – dostaje 3 jokery na rękę. Jeszcze na koniec artysta chce nas unieruchomić i uciec, ale na jego pecha też posiadam taką moc i zatrzymuje go w odpowiedzi. W efekcie Alfi nam wszystko śpiewa, co mocno ułatwia dalsze kminienie.

W domu !Xabille podczas obiadu streszcza całą dotychczasową intrygę. Wychodzi na to, że głównym złym jest pułkownik Andrew Sanders, ale chwilowo brakuje nam dowodów żeby go uwięzić. W tym celu udajemy się do kostnicy, by !Xabille obejrzał sobie ostatnie chwile z życia osoby, która wysłała list z pogróżkami. Dzięki temu łapiemy trop, który może nam coś da. Niestety, Alven Yard daje nam tylko godzinę, chcą złapać drania w głośny sposób, co oczywiście jest idiotyzmem. Nie pozostaje nam nic innego, jak ruszenie do hotelu w Stableton. Tuż przed wejściem do pokoju, spirytyści używają wizji, ale nie znajdują w pokoju nic groźnego. Nie pozostaje nic innego, jak wejść do pokoju. Wszyscy zaczynają robić jakieś przeszukanie, co przy mojej postaci jest pomysłem głupim. Nieudany test spostrzegawczości to motto mojej postaci. W tym momencie pada strzał, moja postać wyskakuje przez okno i próbuje zlokalizować strzelca. Ale niestety, to znowu test spostrzegawczości. W międzyczasie !Xabille zaczyna płonąć, a zaprzyjaźniony policjant chwyta kartki i wyskakuje z okna. Co niestety nie jest dobrym pomysłem, to 3 piętro. Ja sobie poradziłem dzięki mocy, policjant niestety nie jest magiem. Postanawiam go ratować. Niby banał, test wysportowania 20, tylko, że kości mnie przestały kochać. Wypadło 1 i 3, a wysportowanie jest na 6, na ręce dama karo i walet trefl. Mechaniko W, za to cię kocham. Pierwsze podejście – kolejna kość za żeton. Wypada 2, wiec dalej nie tak jak trzeba. W końcu zaczynam myśleć, mam aktywną moc, co pozwala dołożyć kartę do testu i mogę dołożyć kolejną z archetypu. W efekcie wymęczam 20, mając na kości 3. John wybija się w powietrze, odbija się od jednego budynku, łapie w powietrzu policjanta i ląduje z nim na markizie, która amortyzuje upadek. Mechaniko W, kocham cię.

Wrażenia z sesji bardzo pozytywne. Wielkie gratulacje dla Rachel za niesamowite osiągniecie na pierwszej sesji. Z mechanicznego punktu widzenia - ja chcę z taką drużyną grać...

sobota, 23 października 2010

Recenzja "Lyonesse: Miasto, Mgła, Maszyna"

Recenzja zrobiona dla Bestiariusza, zapewne za niedługo na nim się pojawi. Wybacz Puszon, że tyle to zajęło. Za karę piszę teraz recenzje "Operacji Wotan" :) .

„Lyonesse: Miasto, Mgła, Maszyna” to drugi dodatek w zapowiadającej się bogato linii wydawniczej Wolsunga. Jak łatwo się domyślić, dodatek traktuje o Perle Miast – Lyonesse. Jednak ten, kto spodziewa się, że to kolejny opis nudnego miasta jest w głębokim błędzie.

Stolica Alfheimu jest miejscem bardziej niesamowitym, niż dowolnie wybrany kawałek Wanadii. Głównie dlatego, że odpowiednik dowolnie wybranego miejsca na całym świecie najpewniej znajduje się w Lyonesse. A dodatek już od pierwszych stron pokazuje nam niesamowitość tej metropolii.

Zawartość podręcznika podzielono na cztery rozdziały. Pierwszy z nich, miasto, opisuje przede wszystkim dwanaście dzielnic „perły miast”. Możemy dowiedzieć się o tym gdzie należy się udać, jeśli chcemy zostać gwiazdami srebrnego ekranu lub gdzie szukać neogotyckich drapaczy chmur rodem z Gotham. Opis każdej dzielnicy jest umiarkowanie szczegółowy, pozostawiający miejsce na własną inwencję twórczą. Z dwustronicowego opisu jednej dzielnicy dowiadujemy się, co ogólnie się w niej znajduje, kogo możemy spotkać na jej ulicach, jakie kluby i stowarzyszenia w tam działają oraz o tym, jakie interesujące miejsca można odwiedzić. Poza tymi informacjami, autorzy dają nam cztery pomysły na sesje, przykładowe nagłówki z prasy oraz powody, dla których bohaterowie mogą chcieć odwiedzić daną lokację. Jeśli to dla nas za mało, twórcy przygotowali listę wszystkich pięćdziesięciu czterech dzielnic, opisując je jednym zdaniem.

Jeśli dalej nam mało, pod koniec rozdziału znajduje się wisienka, czyli opis klubów i stowarzyszeń działających w Lyonesse. W skrótowej formie zostało przedstawione siedem organizacji. Jednak kolejne cztery, które zostały opisane szerzej, dopiero pobudzają wyobraźnie. W tym miejscu możemy przeczytać o superbohaterskich Nocnych Skrzydłach, elitarnym stowarzyszeniu studentów i absolwentów Uniwersytetu w Lyonesse, czy też o klubie smakosza. Każde szerzej opisane stowarzyszenie dostało swoje unikalne atuty (a w przypadku Nocnych Skrzydeł także gadżet). Do tego mamy cztery pomysły na sesje dotyczącą danego stowarzyszenia.

W rozdziale „Mgła” autorzy przedstawiają nam magiczną część stolicy Alfheimu. Już na samym początku jesteśmy bombardowani informacjami o tym, gdzie znajdują się Nexusy w mieście oraz kiedy następują przesilenia. Następnie czeka nas powrót do organizacji, jednak tym razem magicznych. Jest to zdecydowanie najlepsza część podręcznika. Stowarzyszenia magów są o wiele bardziej niesamowite niż te „zwykłe”. Wystarczy wspomnieć o Wywiadzie Spirytystycznym JKM zwanych popularnie spooks, czy też o Klubie Wynalazców zrzeszającym geniuszów, rywalizujących ze sobą o miano najlepszego. Dla każdego rodzaju magii, poza dzikim talentem, opisano dwa zrzeszenia. Każda organizacja posiada, jako przywilej, swoje unikalne zaklęcie, co daje naprawdę niesamowite efekty. Całość dopełniają oczywiście pomysły na sesje związane z danymi klubami. Dalej w rozdziale możemy przeczytać o dwóch fenomenach – Astralu i Mgle. Pojęcie Astralu przewijało się już w podstawowym podręczniku, jednak dopiero teraz twórcy dali wskazówki jak korzystać z tego równoległego wymiaru. Sama Mgła, jest zjawiskiem unikatowym na skale światową. Bo nie jest to zwyczajna mgła, jaką możemy spotkać w każdym miejscu świata. Mgła z Lyonesse to, jak to określili twórcy, „jakaś forma wtargnięcia efemerycznej materii Astralu w świat rzeczywisty”. Samo zjawisko daje ogromne pole do popisu dla MG. Następnie w dodatku znajdujemy, niespodzianka, historię miasta. Zasadniczo ciągle nie doszedłem do tego, dlaczego ten tekst znajduje się akurat w tym rozdziale, ale to akurat najmniej ważne. Historia ta, tak de facto, jest w dużej mierze historią Alfheimu. Podzielono ją na kalendarium i opisy epok. W opisie epoki znajdziemy skrót najważniejszych wydarzeń, legendy, zabytki i eksponaty. No i oczywiście pomysły na przygodę.

Przedostatni rozdział, zatytułowany „maszyna”, jest najkrótszym rozdziałem z całego dodatku. Większość informacji w nim zawartych skupia się na transporcie w Lyonesse. Dowiemy się między innymi jak funkcjonuje kolejka metropolitarna, do której firmy taksówkarskiej należy wóz, do którego mamy zamiar wsiąść, czy też o małej wojnie przewozowej na Tetrze. Poza informacjami o transporcie, znajdziemy tu też wiadomości na temat Straży Ogniowej, prasy i słynnego Alven Yardu. Jednak zdecydowanie najciekawsze są kawałki o fetorze i PUK-u. Fetor, to zjawisko, które co jakiś czas sprawia, że miasto pustoszeje. Smród unoszący się na ulicach jest nie do zniesienia i w stolicy zostają tylko nieliczni. Natomiast PUK od razu kojarzy się z Prattchetowskim HEXem. Podsystem Ultraszybkich Kalkulacji to ogromna maszyna różnicowa, która zarządza całą biurokracją Lyonesse. Żeby było zabawniej, od kilku lat sama planuje swoją rozbudowę. W zasadzie ta część, wydaje się najbardziej wymuszona w podręczniku. Wszelkie informacje znajdujące się w niej, mogły spokojnie znaleźć się w pozostałych rozdziałach. Ale to akurat mały szczegół, nagłówek rozdziału nie zajmuje aż tyle, żeby narzekać na to, że zmarnowano miejsce.

Ostatni rozdział przeznaczony jest wyłącznie dla mistrzów gry. Znajdziemy tutaj szczegółowe konspekty przygód dla każdej z dwunastu dzielnic opisanych na początku podręcznika, szkic kampanii z Rzeźnikiem z Lyonesse i Bestiariusz z trzynastoma przeciwnikami. Wszystkie szkice przygód nawiązują do nagłówków z gazet, które można było znaleźć w pierwszym rozdziale. Daje to wygodne wyjście do zainteresowania graczy jakimś wydarzeniem i jest bardzo dobrym pomysłem. Szkice przygód są przemyślane i kierowane do różnych stylów gry. Sama kampania o Rzeźniku z Lyonesse składa się z pięciu przygód, ale już na wstępie twórcy sugerują, aby wpleść całą kampanie w inne przygody w perle miast. Ze względu na legendarnego przeciwnika autorzy zalecają też, by postacie były minimalnie sławne. Ja po przeczytaniu tej kampanii nie zbliżyłbym się do Rzeźnika, nawet z drużyną czterech legend stworzonych do walki z Rzeźnikiem pod kątem umiejętności. Ten antagonista jest po prostu bardzo potężny. Dla tych, którzy chcą mniej wymagających wrogów zostaje bestiariusz. Mimo, że przeciwników w dodatku jest jak już wspomniałem tylko trzynastu, wszyscy są stworzeni z dużą pomysłowością. Wystarczy wspomnieć o mięsożernych amorkach z Tinkerton, czy też kinematogremlinach odtwarzających katastrofy z filmów w rzeczywistości. Oczywiście już tradycyjnie do każdego przeciwnika dołączona jest ramka z czterema pomysłami na przygodę.

Czytając tę recenzję ktoś może zastanawiać się, jakim cudem Kuźnia Gier upchała tyle informacji na stu dwudziestu ośmiu stronach formatu B5? Otóż sposób jest łatwy. Cały podręcznik pozbawiony jest kwiecistych opisów. Zamiast tego, twórcy odwołują się do skojarzeń. Mi osobiście to nie przeszkadza, ale na pewno znajdą się ludzie, którym to może nie pasować. W samym dodatku nie ma wielu ilustracji, ale większość trzyma wysoki poziom. Najbardziej rozbawił mnie easter-egg ze strony dziewięćdziesiątej, gdzie na rysunku można zobaczyć właściciela Kuźni Gier, Michała „Puszona” Stachyrę. A jeśli chodzi o stronę techniczną to podręcznik wygląda na dość solidnie wykonany i na pewno nie rozpadnie się po pierwszych sesjach.

Podsumowując, „Lyonesse: Miasto, Mgła, Maszyna” to naprawdę bardzo dobry dodatek. Twórcy postarali się, aby strony podręcznika wypełnić najwyższej jakości materiałami. Największą wadą „perły miast” jest to, że jest przeznaczona dla ludzi grających w Wolsunga. A tak serio, podręcznik jest prawie idealny. Jedyne problemy, na jakie trafiłem polegały na braku jasności w niektórych mechanicznych częściach. Na szczęście wszelkie moje wątpliwości bardzo szybko zostały rozwiane na forum przez twórców gry. Podsumowując, każdy mistrz gry chcący prowadzić ten system w miejskiej scenerii powinien się zaopatrzyć w tę pozycję. Jeśli tylko kolejne dodatki będą trzymały tak wysoki poziom, to Wolsunga czeka więcej niż świetlana przyszłość.

środa, 6 października 2010

Odgrzebane - kwiatki z sesji (lata 2004-2005).

Jako że każdy kocha kwiatki z sesji (a jak ktoś nie kocha, to znaczy że nie gra w RPG), odkopałem trochę kwiatuszków z dawnych lat. Czytanie kolejnych zdani może wywołać zażenowanie, śmiech lub zupełnie nie wywołać żadnej reakcji. Wybór należy do was.

Warhammer:

Ceremonia pogrzebowa, pełna powaga
MG (ja): spłonął sobie druid

MG (ja) - Siedzisz tam gdzie leżałeś.

BG1 - Barman, najlepsze wino jakie macie.
BG2 - Toporem Pisane

MG(ja): Słyszysz jak zbliżają się jęki orgii...
Gracz: Orki?!? Widzę ich?!?

Neuroshima:

Jeden z graczy widząc sokoła drugiego mówi "koliber".
BG1: Mój sokół ma na imię wróbel.... (dłuższa przerwa, intensywne myślenie). Skąd znasz imię mojego kolibra?

BN(Indianiec): Howgh białe twarze!
BG1: Howgh
BN: Waszym braciom zepsuc sie samochod
BG1: Ojojojojoj!

BN (Indiański wódz): Ja być Wódz Wielka Dupa!
BG: To już wiem czemu wam są kobiety niepotrzebne, bo Wy mieć Wódz Wielka Dupa!

No to chwilowo tyle. Postaram się przegrzebać dalej i znaleźć inne.

wtorek, 21 września 2010

Raport z sesji Wolsungowej

Dnia 15 września rozegrano sesje. Była to pierwsza sesja w Wolsunga od dawna. Zmienił się jeden gracz, Żmudi zmienił postać (tylko dlatego, że zgubił starą postać). Pora więc trochę przedstawić, co się działo. Niech zapis będzie przydatny dla nas i dla MG;).

Tym razem w rolach głównych wystąpili John(ja, elf zabijaka, alfheimczyk, dziki mag, ryzykant i podrywacz, chodzący zawsze w garniturze i białych rękawiczkach, w nocy zamaskowany superbohater), !Xabile (ork spirytysta, syn szamana, wnuk szamana, sam szamana, śledczy, pochodzi Khemre, z granic kolonii Alfheimskich, detektyw korzystający z pomocy duchów, mówił coś o ubiorze, ale do końca nie pamiętam) i Jigit (orcza aktorka z Dekanu, nie pamiętam archetypu, występuje w teatrze, podobno specjalizuje się w wystąpieniach publicznych, namawiana na srebrny ekran przez Johna). W role wcielili się: Ja jako John, Żmudi jako !Xabile i Martyna jako Jigit. Poza Johnem, postacie są początkujące. Wszystko zaczyna się w Lyonesse, po powrocie Johna z Wotanii….

John wchodzi w posiadanie kamienicy w Northampton, sprzedając tym samym swoje nagrody z Heimburga. Kamienica posiada mieszkańców, w tym zupełnie przypadkiem dwóch pozostałych graczy. Szybkie wyjście na miasto, w celu uaktualnienia karty obywatelskiej kończy się kradzieżą portfela. Niestety bez aktywacji mocy przegrywam z Niziołkiem na parowych wrotkach. Pozostaje udać się do urzędu, aby wyrobić nową kartę. Trochę przeszkód na drodze, ale udany test perswazji i udaje się załatwić dokumenty na dzisiaj. Pozostaje udać się do fotografa. W między czasie w centrum handlowym, do którego wysłałem swojego lokaja na zakupy wybucha strzelanina. Wybiegając szybko od fotografa udaje się do centrum. Policja niestety niewiele wie i niewiele chce ujawnić. Po zaoferowaniu pomocy, udaje się po odbiór dokumentów oraz medalu, za moje zasługi dla pokoju w Wanadii.

Ceremonia wręczenia dokumentów i medalu jest bardzo prywatna. W rzeczywistości są na niej 4 osoby. Poza mną na uroczystości pojawia się !Xbille i Jigit, oraz wręczający dokumenty i medal Horace Erklin, pierwszy baron Erklin, obecny burmistrz Lyonesse. Po wręczeniu nam tego, co nam się należy burmistrz zwraca się z prośbą rozwikłania zagadki. Podaje list, który dziś otrzymał przed zamachem w centrum, w którym ktoś żąda kasy za zatrzymanie „potwora” odpowiedzialnego za te zamachy. Prosi graczy o pomoc w ujęciu autora listu i sprawcy zamachu.

Tutaj nastąpiło parę scen, w których moja postać zbyt aktywnie nie uczestniczyła. Najważniejsza jest wizyta w kostnicy, gdzie !Xbille używa swojej zdolności rasowej, aby dowiedzieć się coś więcej o zamachowcu. No i dowiaduje się tyle, że to niska postać, która miała jakąś broń automatyczną w siatkach na zakupy. Badany jest też list. Okazuje się, że osoba pisząca w trakcie pisania go jadła podłej jakości stek. Znudzony czekaniem na jakieś wyniki wracam do swojej kamienicy, by zacząć nocny patrol…

Jednak zanim udaje mi się przebrać w swojej super tajnej kryjówce, słyszę hałasy na strychu. Okazuje się, że to docent Jackob Hill (jeden z mieszkańców mojej kamienicy) wychodzi ze swojej kanciapy strychowej, mocno podenerwowany. Po dłuższej chwili przekonywania docent wyjawia swój sekret i powód swojego podenerwowania. Który zresztą dość szybko pokazuje się w kamienicy. Przełożeni szukają zbiegłego z własnością firmy pracownika. Przekonuje ich jednak dość łatwo, że docenta nie ma w domu, a swoim zachowaniem niepokoją resztę mieszkańców kamienicy. Docent przekazuje mi słoik dziwnych pigułek i prosi o możliwość noclegu u mojej służby. Na co przystałem.

Moja postać udaje się w końcu na patrol, brutalnie przerwany przez innych graczy, którzy chcą porozmawiać. Niestety nie zapamiętałem, co dokładnie chcieli od Johna pozostali gracze. Po załatwieniu sprawy z graczami, zaproszeniu na śniadanie, bohater wraca na swoje stanowisko. Zauważa, że z okna jego kamienicy coś się wytacza i zaczyna uciekać. Krótki pościg i okazuje się, że postać uciekła do biurowca w Tintagel District. Po przyjrzeniu się ochronie, John rezygnuje z próby wdarcia się na teren biurowca. Wraca do domu i kładzie się spać.

Na śniadaniu !Xabille dopytuje docenta o różne rzeczy, tymczasem ja zagaduje Jigit. Potem następuje parę scen, w których moja postać nie miała za dużego znaczenia. Wśród scen obiad z szefem docenta (którego !Xabille wydal swojemu szefostwu), ustalanie jakiś planów i na koniec, udanie się do baru.

Plan był prosty, Jigit przebrana za dowolnie inna postać wchodzi do baru i próbuje kupić pigułki zwane zębami Zachera. Przy okazji wynalezione przez Jacoba Hilla. Ja obserwuje całość z dachów, natomiast !Xabille ogląda z rogu knajpy, w którym zlokalizował się wcześniej. W drodze do lokalu w tramwaju następuje kolejny zamach. Niestety John zbyt długo czekał na reakcje i nie udało mu się ustalić, kto był zamachowcem. Próbuje ścigać postać, która uciekła do metra, niestety spalony test odwagi nie pozwala wejść do metra, w którym zaczyna się fetor. Dość szybko w dzielnicy występują zamieszki, które bezskutecznie swoimi przemowami próbuje uspokoić Jigit. Po dłuższej chwili wszystko się uspokaja, a my udajemy się na miejsce finalnej sceny tej sesji.

Jigit wchodzi do baru i zagaduje barmana, chce kupić od niego zęby Zachera. Tu pojawia się pierwszy problem, !Xabille niby opisał aktorce jak one wyglądają, ale nikt nie pokazał jej jak wyglądają dokładnie. Barman wyjmuje parę rodzajów pigułek i aktorka niestety nie wie, co zrobić. Po fiasku tego przedsięwzięcia !Xabille próbuje sam zdobyć zęby. Podchodzi do szefa orczej mafii z Czarnoborza, Grutasowa Vadiusa. Niestety, ta postać nie jest stworzona do gadania. Gracz wybitnie to pokazuje zaczynając jedno ze zdań od słów „wiem tyle, ze musiał byś mnie zabić”. Nim !Xabile dokończył swoje zdanie, zaczęła się bójka. Uradowany John wbiegł i ściągnął 3 statystów (kiepski rzut, gdyby poszło lepiej, zdjąłby cała grupę). Jigit zaczęła walczyć z pozostałą trójką, a !Xabille walczył sam na szefa i jego dwóch ochroniarzy. Orczy szamana już był prawie skończony (pochwycony i z jednym znacznikiem), ale na pomoc przyszedł John. !Xabille postanawia iść na całość i dobić szefa mafii. I udaje mu się, wyrzucając ponad 50. Resztę dobiliśmy szybko..

Tutaj następuje scena uzyskania informacji, które znajdują się w notesie naszego detektywa.

Z mojego punktu widzenia – początek sesji i zapoznanie graczy lekko wymuszone, choć w konwencji. Wielowątkowość na plus, ale MG nie dał zbyt dużo powodów do współpracy między graczami. Wątki tylko dla jednego gracza pojawiały się zbyt często. Brakuje nam też zgrania drużynowego takiego jak mieliśmy przy graniu w Operacje, ale pewnie się wyszlifujemy. Czekam na więcej!

niedziela, 19 września 2010

Ku przestrodze - sprawa Enca

Jako że jestem leniwy, wklejam po prostu post Sejiego:

"Andrzej 'Enc' Stój, autor m.in. Drogi ku chwale i Nemezis, opublikował w sieci tekst o problemach z wyegzekwowaniem płatności za opublikowane teksty od serwisu mistrzgry.pl. Pozwolę sobie zacytować fragment:

"Po trzech tygodniach ciszy (umowę o dzieło przesłałem pod koniec sierpnia, jeszcze przed rozpoczęciem dyskusji, która zakończyła się moim banem w serwisie) upomniałem się o należne wynagrodzenie. Zdziwiłem się bardzo otrzymaną odpowiedzią.

Cytuję: „Nie jesteśmy zainteresowani żadną współpracą z Panem.”

Na wszelki wypadek przesłałem jeszcze jednego e-maila, prosząc o doprecyzowanie tej kwestii (nie proponowałem współpracy, a wywiązanie się z zobowiązań). Niestety, odpowiedź, jaką otrzymałem w dniu dzisiejszym, nie pozostawia złudzeń odnośnie finału całej sprawy.

Cytuję: Nie mamy absolutnie żadnych zobowiązań wobec Pana. Jeśli uważa Pan inaczej, proszę nas pozwać."


Pełny tekst można przeczytać na blogu Enca (3k10).

Enc prosi o rozpropagowanie tej informacji celem ostrzeżenia innych potencjalnych współpracowników wspomnianego serwisu, a także jako środek nacisku na właściciela portalu, Rafała Olszaka, aby ten wywiązał się z podjętych zobowiązań.

Jeśli u Enca pojawi się jakaś aktualizacja, umieszczę ją i tutaj (lub skasuję niniejszy wpis, gdy zajdzie taka potrzeba)."
Bardzo przykre zachowanie pana Olszaka. I jakoś straciłem ochotę na kupno Robotici. A wy?

środa, 15 września 2010

Relacja/Recenzja Toporiady 2010

Oto tekst, który powstał dla Informatora Konwentowego. Enjoy.

Toporiada jest bardzo dziwnym zjawiskiem w polskim fandomie. W 2009 roku ten malutki konwent, odbywający się z dala od cywilizacji, zajął drugie miejsce w plebiscycie na najlepszy konwent roku 2008. Co ciekawsze, przegrał tylko o 2 % z dziesięciokrotnie większym od siebie Pyrkonem. Na Toporiadę wybierałem się od 2007 roku, kiedy to na Pyrkonie poznałem organizatorów tego konwentu. Niestety, zawsze coś stawało mi na drodze. Kiedy w tym roku okazało się, że termin Toporiady jest dla mnie terminem wolnym, od razu postanowiłem sprawdzić konwent tak zachwalany przez jego uczestników.

Tegoroczna Toporiada po raz drugi odbywała się na terenie obozu harcerskiego we Fryszerce koło Inowłodza. Jest to lokalizacja bardzo malownicza i kompletnie odcięta od świata. Najbliższy sklep można było znaleźć około 5 kilometrów od terenu konwentu. Na szczęście większość użytecznych produktów dało się zakupić w sklepiku prowadzonym przez organizatorów. Na terenie imprezy znajdowały się prysznice, z których zawsze leciała zimna woda, a poza paroma toaletami w budynkach, było też wyzwanie dla odważnych: okropnie śmierdzące toi-toie.

Na konwencie można było się przespać na dwa sposoby. Albo w łóżku, w wynajętym pokoju, albo we własnym namiocie. Pole namiotowe podzieliło się na obozy tematyczne, których członkowie swoim wyglądem i zachowaniem starali się oddać ducha tematyki ich obozu. I tak można było spotkać: Orki, Gobliny, Elfy, Piratów, kultystów Cthulhu, Sarmatów czy też bandę ludzi, których wojna atomowa i zdegenerowane otoczenie zmusiło do ubierania się kompletnie bez gustu (czyt. fanów postapokalipsy).

Kolejną rzeczą, która odróżnia konwent Rawskiego Stowarzyszenia „Topory” od innych to alkohol na konwencie. W przeciwieństwie do większości imprez, na Toporiadzie można spożywać alkohol. Teoretycznie regulamin zabrania spożywania trunków mocniejszych, ale w praktyce, nikt się tym nie przejmuje. Mimo obecności alkoholu, nie zarejestrowałem żadnych burd i problemów z tego powodu.

Program Toporiady, jak cały konwent, jest zjawiskiem dziwnym. Otóż najważniejsze na tej imprezie są sesje RPG. Na tyle, że w programie znalazło się ich 37. Wszyscy uczestnicy programowych sesji brali udział w konkursie „Złote Topory”. W kategorii najlepszego MG wygrał Wojtek Rzadek (jak zwykle przez przypadek), najlepszym graczem został Andrzej "Igua" Morkisz, natomiast najlepszym graczem początkującym została Sonia "Sonic" Żaczkiewicz.

Standardowe punkty programu były w zdecydowanym odwrocie, tabelka programowa składała się z 4 pozycji – prelekcji, konkursów, punktów obozowych i innych. Jeśli ktoś nie znalazł w danym momencie niczego ciekawego w programie, pozostało mu pójść po piwo, które można było kupić w sklepiku konwentowym. Z drugiej strony, mimo że punktów było mało, to te, które odwiedziłem, stały na wysokim poziomie. Na Toporiadzie nie uraczyłem wielu standardowych pokazów (jak np. fireshow) co jest jej zdecydowanym plusem. Miłym akcentem były także koncerty po sobotnim, oficjalnym zakończeniu konwentu oraz wspólne obiady w piątek i sobotę wliczone w cenę konwentu. Bardzo przyjemne były wieczorne ogniska, choć dość szybko ich uczestnicy ‘umierali’.

Nagrody w konkursach nie powalały. Spowodowane było to mała ilością sponsorów oraz ogólnie, bardziej pro-zabawowym podejściem do sprawy. Wszystkie nagrody zostały rozdane na zakończeniu konwentu, co nadało temu wydarzeniu większy wymiar i sens.

W trakcie konwentu odbył się tylko jeden LARP, co dla mnie osobiście jest marnotrawieniem miejsca zważywszy na położenie konwentu. Gra odbywała się klimacie Dzikich Pól, a głównym Mistrzem Gry był jeden ze współtwórców systemu – Michał Mochocki. LARP był przygotowany na 200 osób, niestety zainteresowanie graczy nie było aż tak duże. Problem tego LARPa także leżał w jego masowości. Postaci indywidualnych było niewiele, pozostali gracze musieli wysilić swoją kreatywność, aby wykrzesać coś z karteczki otrzymanej od MG.

Na Toporiadzie pojawił się też Games Room. Jednak jego organizacja nie była standardowa. Gry były ukryte, a z asortymentem można było zapoznać się na kartkach dostępnych w paru miejscach. Dzięki temu, na całym konwencie, nie zauważyłem żadnej osoby, która grałaby w planszówki. Odbywał się co prawda turniej w Jungle Speeda, ale nie było mi dane na niego dotrzeć.

Podsumowując, Toporiada jest strasznie dziwnym zjawiskiem. Ma zupełnie inne cele i założenia niż większość konwentów. Na tej imprezie najważniejsze są sesje RPG. I dla tych sesji na ten konwent przyjechało 250 uczestników. Wszystkie inne rzeczy, są bardzo miłym dodatkiem. Zasadniczo Toporiada nie ma większych niedociągnięć. Największym minusem konwentu jest ograniczony odbiorca. Choć to oczywiście pojęcie względne, bo dla wielu, jest to akurat plusem.

Ocena konwentu: 4+

czwartek, 2 września 2010

Operacja Wotan - Aftermath!

Miało być przedstawienie nowej drużyny, ale jeszcze nie będzie. Gracze ciągle myślą o swoich nowych postaciach. Dlatego spełniam prośbę mojego MG. Dzisiaj podsumuje „Operacje Wotan”. Kampanie skończyliśmy w okolicach lipca i wypadałoby powiedzieć to i owo…

Po pierwsze – naszym największym problemem była mała drużyna i jeden archetyp. W 99% konfrontacji nie stanowiło to problemu, ale problem pojawiał się przy wyzwaniach społecznych. Żaden z graczy nie specjalizował się w rozmowie. O ile przez większości kampanii nie stanowiło to problemu, tak przy finałowej konfrontacji z lichem stworzyło dość spory problem. Wszystkie nasze blefy rozbijały się o pewność siebie 25. Gdyby nie improwizacje MG, cała nasza drużyna by poległa. Natomiast śmieszne jest to, że wszystkie inne konfrontacje nie były zbyt dużymi wyzwaniami… Nieumarły smok padł w 3 rundy i nie zdążył nam wyrządzić za dużej krzywdy.

Po drugie – sama fabuła kampanii była dość przewidywalna, ale mimo to ciekawa. Było miejsce na romans, było miejsce na zdradę, było miejsce na ciekawe pościgi, powracających wrogów. Sama fabułę kampanii oceniam bardzo wysoko. Było wiele zabawnych momentów, które na długo zapadną w pamięć (uwodzenie Adeli von Uss, rozmawianie z Eskimosami).

Po trzecie – Mechanika W okazała się cholernie trudna w opanowaniu. Dopiero po 4 sesji wszyscy gracze swobodnie nią operowali. Ale gdy już wszyscy się z nią oswoili konfrontacje były fajne i dynamiczne. Żadna mechanika wcześniej nie wymusiła na mnie takiego kombinowania i opisywania. W Wolsungu „to ja go tnę” powtarzane w kółko po prostu nie przejdzie.

Po czwarte – może to zabawne, ale za cholerę nie jestem w stanie przypomnieć sobie minusów tej kampanii. Największe problemy polegały na tarciach między graczami i mistrzem gry. A za to samej kampanii nie można winić, dlatego Gerardzie, więcej takich kampanii! Bo aż się boje, co nam nasz MG wymyśli…

Gdy tylko dostanę informację od reszty graczy, jakie będą mieli postacie, zamieszczę tu krótki opis nowej drużyny. Póki co, może coś innego wpadnie.