czwartek, 2 września 2010

Operacja Wotan - Aftermath!

Miało być przedstawienie nowej drużyny, ale jeszcze nie będzie. Gracze ciągle myślą o swoich nowych postaciach. Dlatego spełniam prośbę mojego MG. Dzisiaj podsumuje „Operacje Wotan”. Kampanie skończyliśmy w okolicach lipca i wypadałoby powiedzieć to i owo…

Po pierwsze – naszym największym problemem była mała drużyna i jeden archetyp. W 99% konfrontacji nie stanowiło to problemu, ale problem pojawiał się przy wyzwaniach społecznych. Żaden z graczy nie specjalizował się w rozmowie. O ile przez większości kampanii nie stanowiło to problemu, tak przy finałowej konfrontacji z lichem stworzyło dość spory problem. Wszystkie nasze blefy rozbijały się o pewność siebie 25. Gdyby nie improwizacje MG, cała nasza drużyna by poległa. Natomiast śmieszne jest to, że wszystkie inne konfrontacje nie były zbyt dużymi wyzwaniami… Nieumarły smok padł w 3 rundy i nie zdążył nam wyrządzić za dużej krzywdy.

Po drugie – sama fabuła kampanii była dość przewidywalna, ale mimo to ciekawa. Było miejsce na romans, było miejsce na zdradę, było miejsce na ciekawe pościgi, powracających wrogów. Sama fabułę kampanii oceniam bardzo wysoko. Było wiele zabawnych momentów, które na długo zapadną w pamięć (uwodzenie Adeli von Uss, rozmawianie z Eskimosami).

Po trzecie – Mechanika W okazała się cholernie trudna w opanowaniu. Dopiero po 4 sesji wszyscy gracze swobodnie nią operowali. Ale gdy już wszyscy się z nią oswoili konfrontacje były fajne i dynamiczne. Żadna mechanika wcześniej nie wymusiła na mnie takiego kombinowania i opisywania. W Wolsungu „to ja go tnę” powtarzane w kółko po prostu nie przejdzie.

Po czwarte – może to zabawne, ale za cholerę nie jestem w stanie przypomnieć sobie minusów tej kampanii. Największe problemy polegały na tarciach między graczami i mistrzem gry. A za to samej kampanii nie można winić, dlatego Gerardzie, więcej takich kampanii! Bo aż się boje, co nam nasz MG wymyśli…

Gdy tylko dostanę informację od reszty graczy, jakie będą mieli postacie, zamieszczę tu krótki opis nowej drużyny. Póki co, może coś innego wpadnie.

środa, 1 września 2010

Relacja z Grojkonu 2010

Przed wami tekst, który pisałem rekordowo wolno. Relacja z Grojkonu która w najbliższym czasie trafi na Bestiariusz.


Grojkon 2010 zakończył się już dawno temu. Kurz opadł (a raczej woda w rzekach), ja doszedłem do siebie, natomiast wy zapewne czekacie na relacje z najbardziej pechowego konwentu ostatniego dziesięciolecia. Dlaczego pechowego? Jak zapewne część z was wie impreza nie odbyła się w pierwotnym terminie z powodu żałoby narodowej. Tydzień później południe Polski zaczęło zmagać się z powodzią. Jednak mimo tych wszystkich przeciwności losu konwent się odbył. Ale może po kolei…

Grojkon odbył się po raz drugi w Bielsku-Białej. Tym razem jednak organizatorzy zadbali o dwie szkoły, a mianowicie Zespół Szkół Technicznych i Handlowych im. Franciszka Kępki i Zespół Szkół Elektronicznych. Największą zaletą tych lokalizacji jest fakt, że oba budynki stoją na wprost siebie. Szkoły nie były duże i przemieszczanie się po nich bez mapy nie stanowiło problemu. Oczywiście jak na nowoczesne budynki oświaty przystało, można było w nich znaleźć prysznice i zaniedbane toalety. Niedaleko terenu konwentu znajdował się rynek miasta, Tesco i McDonald, tak więc żaden konwentowicz nie mógł narzekać na brak dostępu do artykułów spożywczych.

Przy akredytacji nie natrafiłem na żadne trudności. Organizatorzy próbowali wcielić w życie plan „oddajemy po wypełnieniu zobowiązań”, ale ten wejściówek prasowych z dość jasnych powodów nie obejmował. Co ciekawe, jedną osobę na akredytacji obsługiwała dwójka helperów, szybko więc otrzymałem swój „zestaw konwentowicza” składający się z identyfikatora, informatora i tabeli z programem. Podobno też było dużo konwentowego spamu w postaci ulotek, niestety moje wprawne oko miłośnika mielonki najzwyczajniej w świecie go nie zauważyło. Jak wiadomo żaden spam nie jest dobry, jeśli komuś się go nie wciska. Sam informator był w połowie nieaktualny, ale tabela programowa znajdowała się na osobnej kartce, co było bardzo przyjaznym pomyłem.

Program przez zmianę terminu konwentu ucierpiał mocno. Tydzień przed imprezą na Śląskokonie Leszek „Alth” Cibor prosił ludzi o zapełnianie dziur. Na dodatek sama sytuacja powodziowa też mocno utrudniła planowe odbywanie się ustalonego programu. Z powodu zalanych piwnic uległo uszkodzeniu dużo strojów LARPowych, co spowodowało odwołanie paru z nich przed konwentem. Na szczęście te dziury, o których wcześniej wspomniałem, udało się dość sprawnie załatać. Zdarzyło się mi się robić to samemu, przygotowując na szybko konkurs nostalgiczny-kreskówkowy. Na konwent nie dojechało 4 gości – Jacek Komuda, Kuba Ćwiek, Łukasz Śmigieł i Kazimierz Kyrcz Jr. Tylko ostatni poinformował organizatorów o swojej absencji na czas. Reszta milczała. I o ile o brak informacji o tych trzech pierwszych panach organizatorów nie można winić, tak przy Kyrczu można było umieścić na stronie stosowną informację.

Poza standardową częścią fantastyczną na imprezie odbyły się turnieje w gry bitewne i karciane. W przypadku gier karcianych oczywiście z powodu zmiany terminu spadła ich ranga. Odbył się także turniej w CS’a, na który przybyło czternaście pięcioosobowych drużyn. Oczywiście nie mogło zabraknąć Games Room-u, który niestety nie powalał ilością gier. Najlepsze jest tu stwierdzenie jednego z współkonwentowiczów - „przecież my w domu mamy więcej gier”. Pojawiła się sala z konsolami, która także odbiegała od znanych mi standardów. W tym roku Ultra Star został przeniesiony do innego pomieszczenia, dzięki czemu chore wycia konwentowiczów już nie przeszkadzały w graniu na konsolach. Była też sala z DDR, jednak omijałem ją z daleka. Do tego wszystkiego po raz pierwszy na Grojkonie pojawił się blok mangi i anime, który został potraktowany po macoszemu. Oczywiście odbywały się też konkursy. Wszystkie nagrody można było odebrać w sklepiku konwentowym. Niestety, nie był on zarządzany sprawnie, w sobotę po południu wybór już był bardzo skromny. Dodatkowo ktoś sobie pokpił sprawę i na ostatni konkurs nie zostało już nic do wygrania. Na szczęście zwycięzcy nie byli z tego faktu mocno niezadowoleni.

Mimo wszystkich problemów, na Grojkonie bawiłem się świetnie. Choć sam program z powodu zmian mocno mnie nie zainteresował (odwiedziłem zaledwie 5 punktów programu), to jest zawsze jedna rzecz, która ściąga na konwent. Jest nią obecność wspaniałych ludzi. A tego mi na Grojkonie nie brakowało. Na konwencie pojawiło się 706 uczestników.

Jak już pisałem na wstępie, Grojkon jest najbardziej pechowym konwentem o jakim słyszałem. Organizatorzy mimo tylu przeciwności stworzyli świetną imprezę i za to należą im się wielkie brawa. Mam nadzieję, że w przyszłym roku, nie będą mieli takiego pecha. Wtedy zrobią naprawdę świetny konwent, który będzie mógł konkurować z największymi tego typu wydarzeniami w Polsce.

piątek, 5 marca 2010

Przerwa w działaniu bloga

Zapewne mało kogo to obchodzi, ale nastąpiła przerwa w działaniu bloga. Czemu? Ano wróciłem do pewnego MMO które jest maksymalnym pożeraczem czasu - do Ultimy Online. Zapewne większość z was uśmiechnie się patrząc na grę z 1997 roku która spopularyzowała rozgrywkę cRPG przez sieć... Ale ta gra po prostu w sobie coś ma. Wszelkie zaległe notki o sesjach pojawią się w przeciągu paru dni. Bo serwer mi leży i nie mam co robić :) .

Wieczorem powinienem wrzucić pierwszą notkę :)

sobota, 9 stycznia 2010

Gry w 2010? Będzie się działo!

Wczoraj znużony przeglądałem GOLową encyklopedie pod kątem PCtowych gier które mają wyjść w 2010. Osobiście zostałem mocno zaskoczony, i to w pozytywny sposób. Bo ilość gier które mnie zaciekawiły samym tytułem jest dość spora :) . I jeśli wszystkie te gry mnie nie zawiodą, to rok 2010 będzie zdecydowanie lepszym rokiem dla gier niż 2009. No ale może po kolei...

Mass Effect 2 - W zasadzie nie trzeba więcej pisać, bo mało który gracz nie słyszał o tym tytule. Poprzednia część zaserwowała nam świetną fabułę, dobrą strzelaninę i trochę elementów RPG. Stworzyło to świetną mieszankę i pokazało kierunek w którym powinny iść action cRPG. Z zapowiedzi dwójka ma przede wszystkim bardziej urozmaicić walkę no i pozwolić wgrać save'a z pierwszej części. Już nie mogę się doczekać (tylko muszę znowu skończyć jedynkę).

Alien Breed Evolution
- czyli remake klasycznego Alien Breeda z mojej ukochanej Amigi(tak, wiem że był też na PC). Tutaj oczywiście mam spore obawy, jako że często przy remake'ach twórcy chcą dodać coś od siebie, ale z drugiej strony grę dalej robi Team 17. Czyli jest spora szansa że nie zostanie nic spieprzone.

Magic: The Gathering - Tactics - Coś co mnie interesuje z samego faktu że to M:tG. Z tego co czytam, gra ta będzie czymś na wzór Etherlords, co powoduje że może wyjść z tego niezła ciekawostka. Bo wspomnieni wyżej Etherlordsi byli bardzo fajną gierką. Oby tego tylko nie zwalono w jakiś sposób i mamy hit dla każdego karciankowca.

Mount & Blade: Warband - czyli pierwszy pełnoprawny dodatek do M&B. Jak można zauważyć na moim koncie Xfire, M&B jest grą która odkąd mam tam konto zabrała mi najwięcej czasu. To dość duży fenomen, jako że zasadniczo gra nie ma żadnego celu. Warband ma dodać wiele ciekawostek do rozgrywki, między innymi zwiększenie możliwości dyplomatycznych gracza. Powyższe gry starczą mi zapewne do marca, a od marca Warband będzie przeplatał większość tytułów w jakie gram :) .

The Settlers 7 - normalnie bym zlał tą grę, jako że od dwójki jej poziom spada systematycznie. Ale czytając jej zapowiedź zatrzymałem się w paru miejscach. Gra wg zapowiedzi ma nawiązywać właśnie do dwójki. Najważniejszym dowodem na to jest fakt, że tragarze znowu wrócili na dróżki. Jeśli tylko połowa z tego co zapowiedziano będzie tak fajna jak piszą, to gra będzie murowanym hiciorem.

DC Universe Online
- MMO które będzie dla mnie ciekawostką 2010. W końcu jednak jestem dużym fanem tematyki superhero, więc i ta gra na pewno nie będzie mi zupełnie obojętna. Jeśli tylko pojawi się trial jakiś, chwytam się za niego od razu. Bo gra może być ciekawa.

Magic: The Gathering - Duels of the Planeswalkers - kolejna gra magicowa. Tym razem chyba bez graficznego przedstawiania potworów, za to czysto karciankowo. Zabawną ciekawostką jest to, że tą grę robią twórcy Carmageddona.

Starcraft II - Nie jestem fanem RTSów i pewnie nigdy nie będę. Ale na SCII też czekam. Z wielu powodów. Jednym z nich jest chęć zobaczenia czym tak ludzie się podniecają, żeby napisać recenzje z punktu widzenia antyRTSowca (no bo jak gra mnie przekona, to znaczy że jest genialna) itp itd. Gra będzie podzielona na 3 epizody. Pierwszy o nazwie "Wings of Liberty" ukaże się w maju (link wyżej), drugi i trzeci nie mają jeszcze dokładnych dat wydania.

I to obecnie na tyle, ponieważ wszelkie tytuły dalej nie są w 100% pewne że będą w 2010 roku. Poza tym, pominąłem specjalnie parę tytułów, na które czekam ale którymi aż tak bardzo się nie jaram. Pozostaje tylko czekać na pierwszą grę z listy :) .

środa, 30 grudnia 2009

Operacja Wotan z punktu widzenia gracza cz.1

W sobotę rozegraliśmy pierwszą sesje w Wolsungową kampanie "Operacja Wotan". A jako że obiecałem sobie że będę tu pisał o takich rzeczach - oto przed wami pierwsza część raportu z punktu widzenia gracza.

Całość zaczyna się spokojnie, od ostatnich naszych mafijnych wątków w Khemre. Początkowo drużynę stanowią John (ja, elf zabijaka, alfheimczyk, dziki mag, ryzykant i podrywacz, chodzący zawsze w garniaku), Johan (Misiekh, niziołek przemytnik, wotańczyk, kierowca i "ściemniacz na granicy") i Leszko (Żmudi, krasnolud naukowiec z małą armatką na plecach). Wszyscy pracujemy dla Paulo Rosso, lokalnego mafioza. Pierwsze zadanie - sprawdzenie statku w porcie.

Do portu dostajemy się bez problemu, po brzegu przechadzają się karabinierzy a w samym porcie jest zacumowanych mnóstwo statków. Na szczęście dzięki naszej informacji bez problemu odnajdujemy ten nasz. Tylko przypadkiem Leszko zauważa że na dziobie statku ktoś kuca i czatuje. Daje nam sygnał sowimi odgłosami, za co Johan go opiernicza jako że w Khemre nie ma sów ;) . Po krótkim namyśle mamy plan. Leszko zagaduje czatującego a ja z drugiego mola wskakuje mu na głowę. Prosty test, i po chwili John przeskakuje długość dwóch statków (ah ten dziki talent) i ląduje na głowie wartownika. Szybkie poprawienie i po sprawie (Leszko zniesmaczony - "Musiałeś go zabijać?"). Ostrożnie wchodzimy do budki barki. Trochę mojego szczęścia i zauważam cień czyhający na mnie. Nie zastanawiając się wiele, uderzam z pochylonej pozycji. Hit i po sprawie. Tym razem wiążemy delikwenta. Po chwili odkrywamy że pod pokładem przewożeni są niewolnicy! Wyciągnięcie ich i wśród orków znajduje się jeden rodzynek - człowiek imieniem Richard (Zet, odkrywca z alfheimu, maskotka do wiązania). Bierzemy ze sobą człowieka i drugiego znokautowanego trolla i wracamy do naszej knajpy wypadowej. Po krótkiej rozowie z Vifonem (Roger, zabije cię za tego NPCa) przychodzi sam Paulo, który wyraża swoje zaniepokojenie po przesłuchaniu Richarda. Drużynę nagradza tak, ze bogactwo + 1 do końca sesji. Dodatkowo Paulo bierze mnie na stronę, nagradza mnie dodatkowo i proponuje kolejną robotę albo pomoc w zdobyciu biletów na parowiec odpływający do Wotanii. Po dyskusji drużyna decyduje się jechać do Wotanii.

Następego ranka udajemy się do armatora po bilety - no ale jak się okazuje ostatnie bilety wykupił lord James Foley. Po dyskusji lord oddaje nam bilety (pierwsza konfrontacja na sesji, ale o mechanice na końcu). Ale ma tylko dwa, pozostaje zdobyć jeszcze 2. Po rozmowie z armatorem okazuje się że jest jeszcze pare biletów, ale są cholerni drogie bo to klasa tzw "cesarska"... Po zrzutce jednak udaje się nam kupić bilety. W nagrodę otrzymujemy darmową wycieczkę do golemicznego sfinksa. Bydle jest przeogromne - ma 80 metrów wysokości! Na górę dostajemy się windą, a ja korzystając z wolnej chwili używam swojej strzykawki z ekstraktem snu, dzięki czemu regeneruje się moja moc. W windzie ląduje z przepiękną Adelą, którą bajeruje oczywiście w windzie. Bogowie pobłogosławcie moment w którym wybierałem blef przy tworzeniu postaci. Dzięki temu udało mi się wcisnąć Adeli że jestem ochroniarzem ważnych ludzi. Adela jednak nie była zbyt zauroczona. Szybkie zwiedzanie wnętrza (Leszko poszedł do maszynowni, a Johan podrywał niziołczycę - markize de la Trewill, a co robił Richard nie mam bladego pojęcia) i zjechanie na dół. Gdy winda wracała musiała się zepsuć, bo czekaliśmy strasznie długo z Adelą na resztę aż zjedzie. Richard schodzi po drabince a reszta czeka aż Leszko naprawi windę. Po dłuższej chwili sam na sam z Adelą w końcu ruszamy z powrotem do miasta.

I odrazu niespodzianka o której wiedział każdy bo w recenzji na polterze zaspoilerowano - golem zaczyna się ruszać! Najpierw ucieczka aby nie zostać zmiecionym, a następnie zatrzymanie wozów i wymiana miejsc. Drużyna wsiada do jednego wozu a reszta do pozostałych. Jeszcze ostatnie słowo do Adeli ("Teraz pani zobaczy jak się ochrania ważnych ludzi") i jedziemy na golema. Nasz kierowca Johan dość szybko wyrównuje jazdę z golemem i w tym momencie ja i Leszko zaczynamy próby dostania się do wyłącznika bezpieczeństwa. Ja za pomocą swojej mocy a Leszko za pomocą rocket jumpów z swojej armatki. Gdy my wskakujemy, pozostali gracze próbują zwolnić golema. W końcu dostaliśmy się do sterowni a tam niespodzianka - golem jest opętany przez demona! Ja jako zupełnie nie techniczny próbuje demolować, ale kończy się to dla mnie źle więc odpuszczam. Zostawiam więc sprawy w rękach Leszka. A radzi sobie bardzo sprawnie z odłączeniem płyty sterującej od reszty golema. Sfinks staje, miasto uratowane! Z golema zbiera nas Johan żyrokopterem i wszyscy udajemy się do miasta. Zostajemy okrzyknięci bohaterami i takie tam. Po sesji wybrałem osiągnięcie pościg - skoki. To była chyba najbardziej epicka rzecz jaką zrobiłem na sesji :) .

A teraz mechanika - konfrontacje szły strasznie wolno. Widzicie ile zajął mi opis sytuacji walki z golemem albo dyskusja o oddanie biletów? A to były najdłuższe momenty sesji. Problem leży jednak nie w mechanice, a w jej nieznajomości przez graczy i ogromie możliwości jakie daje. Mechanika jest taka, że wymusza na graczach kreatywność (no bo w teorii co może zrobić gracz 80 metrowemu golemowi?). Ma to swoje plusy, ale gdy gracze są przyzwyczajeni do "to ja go tnę" to idzie to dość ciężko. Ja sobie jakoś radziłem, bo byłem betatesterem W. Natomiast Zet miał straszne problemy z adaptacją mechaniki i strasznie się zraził. Myślę jednak, że z biegiem czasu przyzwyczaimy się i konfrontacje będą szły bardzo sprawnie.

Ogólnie sesja wypadła na 4- w skali szkolnej. Sama fabuła na 6, ale problemy mechaniczne i styl prowadzenia naszego MG zaniżają ocenę :) .

czwartek, 17 grudnia 2009

3 edycja WFRP? Nie kupuje

Właśnie rozmyślałem czy chciałbym kupić sobie 3 edycja Warhammera. I wniosek jest prosty - nie kupuje. A dlaczego? Powodów jest wiele. Nawet bardzo wiele. Ale są dwa główne.

Po pierwsze nie podoba mi się koncepcja mechaniczna nowej edycji. Jestem jednak tradycjonalistą, i zbyt duże mieszanie w tym aspekcie już mnie nie uszczęśliwi(co by nie było, 2 edycja miała bardzo dobrą mechanikę). Ktoś spyta co za różnica czy rzucam specjalną kostką ze znaczkami, a k100? Ano różnica dla mnie jest. Może jestem dziwny, ale przynajmniej mam jakiś swój gust ;)

Po drugie - mam drugą edycje, a co za tym idzie, mogę ciągle w nią grać. I to, że nie dostanę do niej już nowych dodatków jest zaletą. Bo świata wystarczająco dużo opisano. Teraz pora na wypełnianie białych plam z mapy przez MG i graczy. RPG to hobby dla ludzi kreatywnych, nie ma sensu odbierać sobie najlepszej części gry czyli tworzenia (dla graczy tworzenie swoich postaci, a dla MG kreowanie świata naokoło). A więc zamknięcie linii WFRP 2ed jest dla mnie, jako MG furtką by zamknąć usta graczy którzy mówią że w dodatku jest inaczej ;) . Gramy u mnie, na moich zasadach i w świecie tworzonym przez nas wszystkich ;) .

Te dwie rzeczy przekonały mnie ostatecznie (bo cenę, boxowe wydanie itp to już bym przebolał chyba), że 3 edycji WFRP nie kupię.

Raport z sesji: WFRP 2 ed

Tu miał być raport z sesji. Niestety nie miałem czasu świeżo po sesji go napisać, więc najpewniej go nie będzie. Będzie znaczy, ale mało dokładny. Tak żebyście przed kolejną sesją nie pytali "a co było ostatnio?" jak w "The Gammers".

W skrócie, trafiliście do zamku braona Helmuta von Kirka. W zamku natrafiliście na ześwirowanego syna barona, barda wilkołaka i podszywającego się pod kapłana Taala truciciela. W ciągu trzech dni udało się wam odkryć to wszystko, z małą pomocą MG bo za dużo ślepych tropów zostawiłem ;) . W tym momencie jesteście chwile po udźganiu wilkołaka i pewnie będziecie szykować się do wieczornej uczty.

Termin kolejnej sesji? Między 27 a 30 proponuje.