Rzadko piszę coś innego niż tylko raporty z sesji czy recenzje, ale ostatnia sesja, w której pierwszy raz od długiego czasu wziąłem udział, jako gracz, nakłoniła mnie do przemyśleń. Przemyśleń, czego nie powinien robić mistrz gry. Zapewne sam wielokrotnie popełniam te błędy, dlatego jest to też mój przypominacz dla mnie, czego nie robić swoim graczom, bo sam tego nie lubię.
No, ale może po kolei, ostatnio miałem przyjemność zagrać w całkiem miłą sesje u niejakiego Maćka w Neuroshimę. Kompletnie podekscytowany tym, że po tylu latach (system posiadam od momentu wyjścia) w końcu to nie ja będę musiał mistrzować, zacząłem tworzyć w głowie postać. Wiadomo, standardowe obmyślenie typu kto, po co, dlaczego. W głowie ułożył mi się piękny obraz kowboja z teksasu, na najlepszym możliwym koniu i z magnum. Wiele nie myśląc, przystąpiłem do dzieła tworzenia. Oczywiście, Neuroshima jest tak zbudowana, że musiałem poświęcić trochę początkowych umiejętności, aby móc wykupić swój wymarzony sprzęt. Postać gotowa, przychodzimy na sesje, nawet nie zauważyłem, aby mistrz gry przejrzał nasze karty postaci, zaczyna prowadzić. No i zaczyna się. Bez żadnej możliwości obrony w ciągu 15 minut tracę swój początkowy sprzęt. Sprzęt, który kupiłem poświęcając umiejętności swojej postaci. Na domiar złego, nie dostałem żadnej okazji, aby odzyskać dokładnie to, co posiadałem. Oczywiście, na koniec sesji wpadł nam w ręce jakiś sprzęt, ale nie dostałem żadnej możliwości odzyskania swojego właściwego ekwipunku. I to jest właśnie pierwsza rzecz, której nie lubię, gdy ktoś mi prowadzi. Nie mam nic przeciwko utracie rzeczy, ale po pierwsze, powinna ona wynikać z mojej głupoty i braku umiejętności a po drugie, powinienem dostać szansę odzyskać swoje przedmioty. Tłumaczenie tego, że wiem, co czujesz, sam tak wiele razy miałem, niestety, ale jest kiepskie. Ja rozumiem, gdy gracze mają nadmiar sprzętu, bogacą się w cholerę itp, ale gdy dochodzi do takich akcji na samym początku gry, to mi się z miejsca odechciewa grać.
Kolejną rzeczą, której nie lubię, jest zawyżanie umiejętności NPCów. Tu inna historia, swego czasu z Bąkiem i Wampirkiem zaczęliśmy grać nockę w Warhammera pierwszą edycję. Jak mnie pamięć nie myli, prawie rok temu to było. Padło na to, że prowadzić będzie Bąku. Zrobiliśmy na szybko jakieś postacie, nawet do końca nie pamiętam, jakie. MG zaczyna na szybko prowadzić, nie pamiętam już dokładnej sytuacji, w każdym razie jakiś szlachetka i jego pachołowie (tak, to słowo pamiętam dobrze, pachołowie) wdaje się z nami w dyskusje. Oczywiście, jako że na wprost mnie poza szlachcicem są zwykli pachołowie, nie namyślam się zbytnio i nie uginam karku. Oczywiście wychodzi na to, że pachołowie mają rozpiski Rycerzy Pantery albo innej elitarnej formacji. Szybko zostaje sprowadzony na ziemie, a mistrz gry tłumaczy, że każdy szlachcic ma takich potężnych pachołów. I to jest właśnie to, co mówię, jeśli mam do czynienia z pachołami, to oczekuję od nich, że będą twardzi jak pachołowie. Jeśli MG chce użyć silniejszych przeciwników, powinien po prostu na starcie do zrozumienia dać, że mam do czynienia z elitarnym oddziałem rycerstwa zaprawionym w bojach.
Kolejna rzecz, która mnie wkurza, znowu będzie przyprawiona opowieścią z ostatniej sesji. Gdy już straciłem ekwipunek kompletnie bez możliwości obrony, moja postać obudziła się w celi, w której była przywiązana do ściany. Po dłuższej wymianie zdań, MG jasno mi dał do zrozumienia, że zupełnie nic nie mogę zrobić, mogę tylko wisieć i czekać. I kompletnie nie rozumiem, po co był zabieg, podczas którego jako gracz dostałem wolną wolę, ale była ona na nic, gdyż zupełnie nic poza czekaniem nie mogłem zrobić. W takim momencie powinien być Fast forward, ładna opowieść, co się dokładnie dzieje i nie robienie złudnych nadziei, że gracze mogą być czymś więcej poza biernymi obserwatorami. Gdy już gracz dostaje wolną wolę, on chce coś zrobić i popisać się swoją kreatywnością. Jasne, można raz na jakiś czas wprowadzić element beznadziejności, ale może być on lepiej stworzony (np. dać możliwość ucieczki, ale złapać gracza tuż przy wyjściu i sprowadzić go na ziemię).
Oto dla mnie trzy grzechy główne mistrzów gry, które zapewne wielokrotnie sam popełniałem. Jeśli kiedyś któremukolwiek graczowi zrobię jedno z powyższych, poproszę go o to, aby wysłał mi tą notkę i powytykał, że jestem hipokrytą. I mam nadzieje, że w przyszłości osoby, z którymi gram wezmą sobie to do serca, bo w końcu RPG jest po to, aby nasz wszystkich bawić, a nie tworzyć niepotrzebne wkurzenie u niektórych osób.